czwartek, 30 października 2014

Liebster Blog Award po raz kolejny :D

Ach jak dobrze, że nie zakładam sobie dalekosiężnych planów odnośnie bloga ponieważ moje życie i tak by je zweryfikowało. Nie miałam czasu na odwiedzanie moich ulubionych blogów i popracowanie nad własnym, gdyż  ostatnio do mojego domu wkroczyła angina i położyła swoje wredne łapska na moją dziecinkę. Dziś jest zdrowa toteż mogę oddychać ze spokojem :) Z pewnością każda matka wie co się czuje gdy dziecko się rozchoruje.


Dziś odpowiem na pytania dziewczyn z dwóch blogów. Jako, że już wcześniej dwukrotnie nominowałam osoby do tej zabawy dziś tego nie zrobię mam nadzieję, że autorki się nie pogniewają :D


 Odpowiedzi na pytania od  margaret-lifestyle.blogspot.com
  1.  Co skłoniło Cię do założenia bloga? Oj długo czytałam blogi, oglądałam kanały na YT i po pół roku noszenia się z zamiarem pisania własnego bloga  miałam impuls by to zrobić i poszło... :D
  2. Jaki był Twój największy bubel kosmetyczny? Pamiętam miałam kiedyś paletkę cieni z Ruby Rose, mam nadzieję, że nie przekręciłam nazwy.
  3. Twój ulubiony kosmetyk z kolorówki? Dziś to jest bronzer- długo nie znałam tego kosmetyku a teraz często go używam.
  4. Kosmetyk o najładniejszym według Ciebie zapachu? Hm lubię szampony pokrzywowe.
  5. Co najchętniej lubisz robić jeśli masz wolny czas? Gdy mam czas tylko i wyłącznie dla siebie to lubię zrobić sobie takie domowe spa a potem leżeć z książką i pachnieć lub też wybrać się sama na zakupy :D
  6. Jaką książkę poleciłabyś mi do przeczytania? Książki J. Pattersona- jeśli lubisz kryminały.
  7.  Jaki kraj chciałabyś zwiedzić i dlaczego? Indie a dlaczego  ze względu na ich kulturę i architekturę.
  8. Co robisz gdy masz zły dzień lub jest Ci smutno? Jak poprawiasz sobie humor? Dzwonię do przyjaciółki.
  9. Jak brzmi Twoje aktualne motto życiowe? Żyj tu i teraz.
  10. Co jest Twoim największym atutem? Umiejętność słuchania, wyrozumiałość, wewnętrzny spokój i takie tam ;)
  11. Czy masz osobę która Cię inspiruje? Jeśli tak to kto to jest i dlaczego? Nie znam osoby,która by była dla mnie wielką inspiracją. Zazwyczaj czerpię po troszeczku coś dla siebie od wielu osób.                      
      
 Odpowiedzi na pytania od niedokoncakosmetycznie.blogspot.com  
  1.  Książka czy film? Trochę tego trochę tego. 
  2.  Co kochasz, czego nienawidzisz? Kocham moją rodzinę. Nie ma rzeczy, której bym szczerze nienawidziła. 
  3.  Inni mówią o Tobie...? Hm trzeba by tych "innych" zapytać :D 
  4.  Czego nigdy nie zrobisz? Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie, zwyczajnie nie wiem co mi życie przyniesie. Może na łożu śmierci odpowiem :P 
  5. Twoim atutem są? odpowiedziałam wyżej
  6.  Czego nigdy nie użyjesz? Odpowiedź jak w pyt 4.
  7. Jesteś pesymistką czy optymistką? Ani tym ani tym choć  w przeważającej mierze optymistką, natomiast jak każdy czasem mam gorsze dni. Chyba nikt nie jest ciągle optymistą albo pesymistą ludzka natura jest różnorodna. 
  8.  W makijażu stawiasz na? Oczy gdyż jako pierwsze są wg. mnie zauważane.
  9.  Mam słabość do...? Owszem mam słabość do mojego mężczyzny.  
  10. Jesteś kanapowcem czy sportowcem? Ani tym ani tym. Nie wyleguję się ciągle na kanapie ale też wyczynowo nie trenuję. 
  11. Twoja ulubiona bajka z dzieciństwa? GUMISIE!!!!!!!! 

To tyle na dziś zmykam. 
Pozdrawiam 
Emm         

wtorek, 21 października 2014

Małe zakupy też cieszą.
Jeszcze nie pisałam takiej notki na moim blogu może z czasem wejdzie mi to w krew i będę pamiętała by porobić zdjęcia zanim zacznę paćkanie w kosmetykach :)






Pierre Rene- Skin Balance Podkład w nr 21 ja aktualnie mieszkam go z 20. Wróciłam do niego po lecie coś w nim jest co mnie przekonuje.



Pierre Rene- Loose powder w odcieniu 03 transparent. Ja przerzuciłam się na pudry pyłkowe transparentne i bardzo sobie chwalę tą decyzję.




Kobo- puder matujący w odcieniu 301 Pale beige. Z założenia kompakt torebkowo-poprawkowy :D 



Catrice- baza pod cienie. Baza jest podstawą mojego makijażu oka w innym przypadku mogę się wcale nie malować bo i tak cienie mi zjadą. Jaka jest ta hm... zobaczymy. 



AnnCo- szklany pilnik. Sporo o nich w ostatnim czasie słyszałam i postanowiłam sprawdzić co w trawie piszczy .



Joanna Sensual- plastry z woskiem do depilacji twarzy. Akurat do nich wracam najczęściej.



Hakuro H77- pędzelek do blendowania. Akurat pędzle to jest to co lubię i co jakiś czas dokupuję sobie po to by skompletować  mój zestaw.

To tyle wiele tego nie ma za to radochę i tak mam wielką, bo taka już jestem, że każdy kosmetyk mnie cieszy :D 

Pozdrawiam Was serdecznie. 

Emm

niedziela, 19 października 2014


        Golden Rose - niejesienna zachcianka :)


Ach jaką ja miałam ochotę na właśnie taki kolor paznokci. Nie ważne, że jesień, że kolorystyka inna króluje chciałam, pomalowałam, mam.....i koniec :) 












Miłej niedzieli Wam kochani życzę.

Pozdrawiam Emm

niedziela, 12 października 2014

Apis krem witalizujący 5 warzyw


Za oknem szaro, buro i ponuro bez kawy ani rusz :) Dla mnie to dobry dzień na pisanie gdyż pogodna nie zachęca mnie do wytknięcia nosa z domu na dłużej. Dziś post dla Was o kremie, który w ostatnim czasie był mocnym akcentem w mojej pielęgnacji. 




Od producenta: 
Krem zainspirowany jest unikalnymi właściwościami warzyw: ogórka,pietruszki, pomidora oraz kiełków pszenicy. Produkt ten wzbogacony jest o kwas hialuronowy, olej makadamia oraz arganowy i masło shea. Jego zadaniem jest regeneracja, wzmocnienie oraz ujędrnienie skóry.







Właściwości tych 5 warzyw dla cery:  

Ekstrakt z ogórka- przywraca skórze blask, koi, rozjaśnia przebarwienia, oczyszcza, łagodzi podrażnienia, nawilża i tonizuje. 

Ekstrakt z pietruszki- jest bogaty w wit C, nawilża i uelastycznia skórę, działa przeciwbakteryjnie łagodząc stany zapalne.

Ekstrakt z pomidora- ma właściwości oczyszczające, odświeżające, łagodzące i rewitalizujące. Dzięki witaminom i flawonoidom redukuje obrzęki i wzmacnia naczynia włosowate, a zawarte alfa-hydroksykwasy delikatnie usuwają martwe komórki naskórka. Zawiera likopen, który jest doskonałym antyoksydantem. 

Ekstrakt z pestek dyni- wspomaga procesy odnowy skóry, łagodzi oraz pełni dodatkową funkcję ochronną skóry. Poprawia stopień nawilżenia oraz elastyczności skóry. Zmniejsza szorstkość skóry, wygładza drobne zmarszczki i działa przeciwzapalnie. 

Ekstrakt z kiełków pszenicy- jest bogatym źródłem witaminy E, niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych oraz aminokwasów. Działa odżywczo i regenerująco. Wygładza i zapobiega nadmiernej utracie wody.

Opakowanie: 
Słoiczek wykonany z grubego plastiku świetnie imitującego szkło. Wygląda bardzo ładnie a przy tym jest lekki i z pewnością go nie zbiję. Wiecie ja zdolności do rozbijania mam :D Standardowa pojemność 50ml. Wielki plus dla producenta za dołączoną szpatułkę.

Konsystencja i zapach: 
Krem jest bardzo lekki, świetnie się rozprowadza i wchłania. Gdy go otworzyłam byłam zaskoczona iż w jego zawartości znajdują się małe zielone drobinki, które w kontakcie ze skórą rozpuszczają się i szybko wchłaniają w skórę.
Zapach tego kremu jest delikatny, bardzo świeży, ogórkowy. 









Moje odczucia:
Krem pięknie się wchłania jest bardzo lekki, nie trzeba kłaść go dużo by posmarować twarz i dekolt toteż jest bardzo wydajny. Przyznaję, że ten krem używam zawsze na dzień choć można go stosować na dzień oraz na noc. Ja mam już własne przyzwyczajenia i na noc wolę używać bardziej treściwych cięższych kremów.  
Co do nawilżenia jestem zadowolona gdyż  długo je czuć. Krem ten nie jest z grona  kremów, które godzinę po użyciu "wyparowują" i nie czuć ich działania.  Nie wiem jak by się spisał przy suchej cerze, jeśli któraś z Was go używała przy takiej właśnie cerze dajcie znać jak u Was się spisał. 
Jestem z niego zadowolona i pewnie za jakiś czas do niego wrócę. 

Dla zainteresowanych... 



Cena: ok 30 zł/50 ml

Chcę Wam bardzo podziękować za komentarze oraz odwiedzanie mojego bloga jest to dla mnie bardzo miła cześć blogowania:)
Pozdrawiam Emm

wtorek, 7 października 2014

Farmona Tutti Frutti- masło do ciała.

I stało się, nadciągnęła jesień co prawda piękna, słoneczna i całkiem ciepła- lato już jednak za nami. Gdy tylko zaczynają się chłodniejsze dni w mojej pielęgnacji pojawiają się masła, których nie używam latem. Przyznaję, że bardzo długo używam balsamów i na prawdę wiele się przewinęło przez moje ręce i z pewnością jeszcze przewinie ale w tym sezonie królować będą masła.No chyba, że coś niespodziewanie wpadnie mi w ręce ;D

Dziś notka o masełku z Farmony... 






Producent zapewnia, że dzięki zawartości masła Karite produkt świetnie nawilża, odżywia i ujędrnia po czym skóra jest jedwabiście gładka i miękka. Drobinki zawarte w produkcie masują ciało a zapach dopieszcza zmysły.

Opakowanie: 
Spora 275 ml puszka plastikowa, zakręcana. Spokojnie przetrzymała spotkanie z płytkami na podłodze :) średnica pozwala na bezproblemowe wydobywanie produktu. Ciekawa szata graficzna przyciągnęła mój wzrok.

Konsystencja i zapach: 
Masło ma zwartą, gęstą konsystencję, nie spływa z ręki dzięki czemu dobrze się je aplikuje. Rozsmarowuje się dobrze, dość szybko się wchłania jak na masło. Zapach jest owocowy, wyraźny ale mnie nie dusi. Czuć go jakiś czas na ciele ale nie przeszkadza mi to absolutnie. Nie potrafię porównać zapachu masła  do naturalnych zapachów liczi i rambutanu gdyż zwyczajnie ich nie znam. 


Moje odczucia: 
Produkt faktycznie nawilża skóra po nim staje się miękka i delikatna natomiast rano już nie czuć tego efektu na ciele, dlatego wnioskuję, że nie na długo nawilża. Ujędrnienia i odżywienia nie zauważyłam. Producent dorzucił do tego masła drobinki do masażu ciała, natomiast jak widać na poniższym zdjęciu jest ich jak na lekarstwo, nie czuć ich wcale przy aplikacji a gdzie tutaj mówić o masażu nimi ciała. Absolutnie ta obietnica producenta nie jest spełniona, raczej to takie sztuczne dorzucenie dodatkowej właściwości produktu.

Dla zainteresowanych skład... 


Tak podsumowując krótko miłości z tego nie będzie z pewnością. 

To tyle po ciężkim dniu idę spocząć na laurach :D 
Pozdrawiam Emm

piątek, 3 października 2014

Liebster Blog Award 2 :*


Niedawno zostałam po raz drugi nominowana do zabawy LBA. Nominowała mnie autorka bloga sarahbedroom.blogspot.com za co bardzo dziękuję. Jest mi niezmiernie miło gdyż mój blog jest młodziutki i jestem świadoma własnych niedociągnięć. Dla mnie ważna jest wiedza, że są osoby, które doceniają mój wkład i odwiedzają mojego bloga.



  Pytania od sarahbedroom

1. Na co zwracasz największą uwagę na blogach?
Z pewnością wchodząc na bloga zwracam uwagę na wielkość czcionki i jej kolor. Jako, że mam problemy ze wzrokiem a wizyta u okulisty za miesiąc- gdy widzę maczek na blogu to wymiękam lub gdy są jasne kolory tekstu. To tak na dziś :)

2. Jakie jest Twoje największe marzenie/a?
Mieć każdego dnia pogodę ducha, żyć dniem dzisiejszym, pokonywać własne ograniczenia, być zawsze szczęśliwą bez względu na okoliczności. 

3. Czy przykładasz dużą uwagę do wyglądu?
Nie wiem czy chodzi o mój czy wygląd innych?  Do swojego nienadmiernie, to z pewnością. Lubię czuć się dobrze we własnej skórze natomiast mam przekonanie, że wygląd czy to mój czy innych osób w żaden sposób nie określa wartości mojej czy innych ludzi. Każdy człowiek jest wartością samą w sobie.Amen!!!!! 

4. Ile zajmuje Ci wyszykowanie się przed wyjściem z domu?
Zależy  jakie to wyjście ale jeśli "duże" jeśli mam ze 2-3 lub więcej godzin jestem szczęśliwa. 

5. Twój znienawidzony przedmiot szkolny to?
Hm trudne pytanie od szkoły trochę minęło:D chyba nie miałam takiego.

6. Twoje ulubione zajęcie w wolnym czasie to?
Wiele jest takich zajęć natomiast najważniejsze by był blisko mój ukochany mąż i córcia. 

7. Od kiedy jesteś na Blogspocie?
Oj króciutko- 2 miesiące. 

8. Czy chciałabyś podejmować współpracę z różnymi markami?
Gdy zakładałam bloga postanowiłam, że wyzbędę się oczekiwań co do jego przyszłości czy to rozwoju czy upadku. To daje mi wielką wolność nie czuję się sfrustrowana bo oto żadna firma mnie nie zauważyła. I co z tego- ja tylko działam jeśli efekty w postaci współpracy będą miały przyjść to ok jeśli nie to ok :) Ach jaki mam dzięki temu luuuzzzz w blogowaniu  :D

9. Twój największy cel to?
Hehe dobre pytanie ja już ten cel osiągnęłam ale jaki nie zdradzę :)

10. Czy czujesz się spełniona?
O tak 

11. Co cię najbardziej wkurza w zachowaniu innych ludzi?
nieszczerość, chora rywalizacja, chamstwo, gwiazdorstwo

12. Jak umalowałabyś się na pierwszą randkę?
 Hehe okres pierwszych randek już za mną natomiast na randkę z moim mężem koniecznie muszę nałożyć czerwoną lub ciemną szminkę.

13. Jakiej muzyki lubisz słuchać? 
Szczerze? Od sasa do lasa 

14. Czy zdarza Ci się odwiedzać stronę pudelek.pl? :>
 Kilka lat temu wchodziłam na plotkarskie strony  ale przyjmijmy, że to był mój słabszy okres w życiu ;). Dziś nie wchodzę za dużo mam na głowie i wolę zadbać o własny rozwój niż patrzeć co tam u X czy Y. 

 A oto blogi nominowane przeze mnie :D.  Mam nadzieję, że dołączycie do zabawy odpowiadając na moje pytania.

http://parechwilumnie.blogspot.com/
http://margaret-lifestyle.blogspot.com/
http://jagodowa00.blogspot.com/
http://iwonka-bloguje.blogspot.com
http://mejd-in-poland.blogspot.com/
http://charlotte940417.blogspot.com
http://deco-rabilia.blogspot.com/
http://zakochanawpasji.blogspot.com/
http://silkybomb.blogspot.com
 http://biouroda24.blogspot.com
 http://panikosmetyczna.blogspot.com

 A to pytania ode mnie dla moich nominowanych.
1. Co chciałabyś zmienić w swoim blogu?
2. Ile czasu codziennie spędzasz by rozwijać bloga? 
3. Co dla Ciebie znaczy być blogerką? 
4. Co wkurza Cię w blogosferze? 
5. Jak na Twoje blogowanie zapatrują się najbliższe Ci osoby?
6. Gdybyś miała nieograniczone środki na karcie jaki kosmetyk kupiłabyś jako pierwszy?
7.Do jakiego kosmetyku  wracasz najczęściej?
8. Jakiej firmy masz najwięcej pędzli, a o jakich marzysz?
9. Jaka marka  jest tą, o której kosmetykach wciąż marzysz i dlaczego?
10. Gdy wchodzisz do dużej drogerii  kierujesz swoje pierwsze kroki najpierw w stronę ...?
11. Czym kierujesz się przy wyborze kosmetyków do pielęgnacji i makijażu?

To tyle na dziś. Dziękuję wszystkim obserwatorom i gościom mojego bloga!!!!
Pozdrawiam Emm





czwartek, 2 października 2014

Moje podróżne maluchy czyli Rival de Loop.

Dziś przychodzę z notką o kosmetykach do demakijażu, które mam ostatnio w nawyku zabierać ze sobą na wyjazdy. Jako, iż zawsze ale to zawsze pakuje zbyt wiele rzeczy, z których niekiedy nie korzystam moje bagaże w swej obfitości utrudniają mi trochę życie. Jeśli chodzi o kosmetyki również jest ich gromadka, samej kolorówki jest spora kosmetyczka ponieważ nie potrafię sobie odpuścić pewnych kosmetyków o pędzlach nie wspomnę- ich nie może zabraknąć. Kiedyś przypadkiem wpadłam na miniatury kosmetyków i uznałam iż będzie to dobry sposób na oszczędności w gabarytach i wadze bagażu. 

Mleczko




Opakowanie: 
Plastikowe, malutkie, poręczne. Pojemność 50ml. Jeden minus odkręcana buteleczka- nie lubię takich rozwiązań.



Konsystencja:
Konsystencja jak widać na zdjęciu jest dość gęsta. Bardziej przypominająca rzadszy krem niż mleczko jednak ja bardzo ją sobie chwalę. Nie spływa z wacika dobrze rozprowadza się po buzi. 

Działanie:
Bardzo łatwo zmywa się nim makijaż, nie pozostawia tłustej warstewki natomiast ja i tak zawsze zmywam twarz wodą z produktem do mycia więc dla mnie nie ma to znaczenia. Producent zaleca omijanie okolic oczu toteż do tego ten produkt mi nie służy. Odwala swoją robotę i z tego jestem zadowolona.

Płyn dwufazowy do demakijażu oczu.



Opakowanie: 
Identyczne jak w poprzednim produkcie.

Konsystencja: 
Jak na dwufazówkę przystała wodnista  z wyraźnie  wyczuwalnym olejkiem, który zresztą stanowi widoczną w buteleczce górną warstwę. 

Działanie: 
Spisuje się bardzo dobrze na moim niewodoodpornym makijażu oka. Nie podrażnia moich oczu, nie szczypie.Oczywiście pozostawia tłustą warstewkę, z którą rozprawiam się w kolejnym etapie pielęgnacji. Nie wymaga nadmiernego tarcia oczu co jest wielkim plusem. 


Krótko podsumowując pomimo iż są to produkty tanie produkowane dla Rossmana spisują się u mnie wzorowo. Gdy się skończą z pewnością kupię je jeszcze raz i nadal będą ze mną podróżować.

Cena: ok 3 zł/50ml

Już znacie moje wyjazdowe maluchy. A Ty co do demakijażu wkładasz do walizki? 

Spokojnego dnia
Emm

poniedziałek, 29 września 2014

Wygrana w rozdaniu na blogu LAND-OF-BLISS


Kilka dni temu wygrałam rozdanie zorganizowane przez autorkę bloga LAND-OF-BLISS. Szczerze powiem, że to moja pierwsza wygrana w życiu i bardzo się z niej ucieszyłam. Dziś paczucha do mnie dotarła taki  miły początek nowego tygodnia dla mnie osoby źle znoszącej poniedziałki:)


A to już moja wygrana. 








Życzę wszystkim miłego poniedziałku :D
Emm

niedziela, 28 września 2014

Eva Natura Peeling cukrowy

Peelingi cukrowe to produkty, które dość późno zawitały w mojej łazience. Nie wiem dlaczego ale nie wpadałam na nie w sklepie, tworzyłam swoje domowe mikstury peelingujące i do pewnego momentu mnie to bawiło. Natomiast gdy już zaczęłam  kupować gotowe produkty polubiłam je bardzo i zawsze są obecne w mojej pielęgnacji ciała. Nie będę kryć, że peelingi cukrowe uwielbiam i często je używam. To jest moja chwila relaksu i dopieszczania mojej skóry.




Producent zapewnia:
Produkt ten oparty jest o naturalne oleje: kokosowy, winogronowy oraz brzoskwiniowy. Dodatkowo posiada kryształki cukru trzcinowego, których zadaniem jest złuszczanie martwego naskórka i oczyszczanie skóry by ułatwić wnikanie olejów zawartych w peelingu. Nawilża, ujędrnia i uelastycznia skórę. Przebadany dermatologicznie.

Dla zainteresowanych skład produktu.




Opakowanie: 
Standardowe- puszeczka plastikowa z zakręcanym wieczkiem. Średnica opakowania spokojnie pozwala wydobyć produkt.

Konsystencja: 
I tutaj mogę rzec same ochy i achy. Konsystencja jest zbita ale nie jest sucha co pozwala na bezproblemowe naniesienie go na skórę. Nie spływa, nie ucieka z dłoni. Mnóstwo jest w nim kryształków ścierających i to bardzo dobrze wyczuwalnych dużych i dość ostrych.












Zapach: 

Jest fenomenalny połączenie kokosu i migdału  otula i wypełnia całą łazienkę. Zapach jest wyraźny i mocny. Ja przyznaję, że nie jestem wielką fanką kosmetyków o zapachu jedzenia ale to połączenie bardzo mi się podoba. Przy okazji peelingu mam aromaterapię gratis :D Zapach utrzymuje się jakiś czas na skórze ale jest już delikatniejszy.

Działanie: 
Peeling jest z rodzaju ostrych dobrze ścierających. Ja przyznaję, że podczas użycia mam lekko zaczerwienioną skórę, ale ja zwyczajnie lubię ostre peelingi, widzę ich efekty. Nie lubię gdy peeling zaledwie mizia moją skórę i w zasadzie nie widzę by rozprawiał się z niepotrzebnym naskórkiem. Ja przy okazji takiego ostrego peelingu funduję sobie również masaż ciała. Po nałożeniu peelingu przez kilka minut masuję nim skórę, w tym czasie z produktu wydobywa się biała substancja zapewne oleista bo wyraźnie natłuszcza skórę. Po zmyciu peelingu skóra pozostaje nawilżona, pozostaje również na niej delikatny film, który wchłania się po czasie. Mi on nie przeszkadza absolutnie. Nawilżenie czuję jeszcze rano, uelastycznienia nie zauważyłam.

Stosuję go 1-2 razy na tydzień i po użyciu nie smaruję się już balsamem czy masłem. 

Jest to produkt, do którego z pewnością kiedyś jeszcze wrócę bo spisuje się u mnie bardzo dobrze. Więc jeśli nie straszna jest dla Ciebie parafina w składzie i lubisz ostre zdzieraki POLECAM. 

W ofercie jest również masło migdał & kokos i kto wie, może się na nie skuszę kiedyś. 

Cena: ok 15 zł/ 225ml

Znasz ten peeling lub inne produkty tej firmy? Podziel się spostrzeżeniami w komentarzu. 

Miłego wieczoru kochani.
 Emm

środa, 24 września 2014

Wibo puder prasowany oraz róż.

Markę tę zna większość kobiet wszak to polska firma działająca już od wielu lat.  Szafy z kosmetykami można znaleźć w wielu sieciowych drogeriach a i drogerie osiedlowe chętnie się w nie zaopatrują. Ja od jakiegoś czasu mam w swojej kosmetyczce oprócz szminek Eliksir i lakierów do paznokci  inne produkty puder oraz róż. Aaa jeszcze wala mi się paletka czterech cieni natomiast nie warto o niej wspominać gdyż ledwo jeden cień z niej gdzieś mi się czasami przewijał w makijażach. 


Na początek o pudrze prasowanym. Ja zakochana jestem od roku w pudrach pyłkowych natomiast do torebki by zrobić małe poprawki w ciągu dnia one się nie nadają gdyż są nieporęczne. Dlatego oprócz pyłków mam również kompakty. Ten z Wibo leżał u mnie jakiś czas zesłany na banicje ze względu na zbyt ciemny kolor. W lecie przy opalonej buzi wrócił do łask. 




 Opakowanie: 
Zaprojektowane jest dość ciekawie choć mało dla mnie praktycznie. Super bo zamyka się  na zatrzask, nie lubię zakręcanych wieczek przy pudrach właściwie przy niczym;) W górnej części umieszczony jest kosmetyk na dole natomiast jest miejsce na gąbeczkę oraz lusterko i tutaj już minus.Trzeba dół otworzyć by wyjąć gąbeczkę zamknąć by nabrać puder, otworzyć by zerknąć do lusterka. Nie, nie dla mnie rozwiązanie choć jest fikuśne... na szczęście zawsze gdzieś jest lusterko w w toalecie lub samochodzie:) 



Zapach: 
Nie jest dla mnie rażący raczej zwyczajny kosmetyczny choć początkowo był intensywny.

Moje odczucia: 
Puder aplikuje się całkiem przyjemnie, ma zbitą konsystencję nie kruszy się. Nadaje skórze gładkości.  Używałam go do poprawek toteż zależało mi na matowieniu skóry i do tego zadania się sprawdził- 3 godzinki spokojnie matuje... u mnie oczywiście. Jak do torebki jest ok.


Dla zainteresowanych...



 Cena: ok 11 zł/15g

 
 Róż do policzków nr 6

Jak widać po zużyciu róż ten jest ze mną dość długo i nie leżał bezczynnie:)

Opakowanie: 
Podobny projekt do poprzednika natomiast zamiast gąbeczki otrzymujemy mały pędzelek niestety sztywny,szorstki i nieprzyjemny. Nie nadający się do nakładania owego różu. Nie mam zdjęcia, gdyż już dość dawno wywaliłam go do kosza. Opakowanie jak w przypadku pudru nie jest wysokich lotów ale daje radę i się nie rozpada. Napisy się ścierają ale nic w nim nie lata:) 

Moje odczucia: 
Róż ma bardzo ładny delikatny różowy kolor. Jest matowy i nie wydaje mi się by można było z nim przegiąć gdyż jest raczej średnio napigmentowany. No chyba, że ktoś ma takie zdolności ;) Rozciera się dość dobrze na przypudrowanej buzi, nie robi plam i równomiernie znika z twarzy natomiast dopiero po kilku godzinach, więc trwałość jest zadowalająca. Konsystencję ma podobną do pudru prasowanego.

Jeśli chodzi o kolorystykę jest spory wybór toteż myślę, że każda kobieta znalazłaby coś dla siebie.

Cena: ok 8zł

Co do składników tej serii czyli jedwabiu i wit E nie potrafię określić ich działania. Czyżby kolejna piękna nazwa dorzucona na pokuszenie?

Jakie masz ulubione produkty firmy Wibo? 

Pozdrawiam Emm

niedziela, 21 września 2014

Demakijaż czyli Garnier i Nivea w akcji. 

  Akurat kwestia demakijażu  jest dla mnie wyjątkowo ważna. Tak jak nie wyobrażam sobie iść spać bez prysznica, tak nie wyobrażam sobie iść spać w makijażu brrr. Nawet wracając w nocy muszę się wykąpać i zmyć twarz, nie robię żadnych wyjątków bo zwyczajnie bym chyba nie zasnęła. 
  Kładąc się w makijażu możemy skórze tylko i wyłącznie zaszkodzić. Doprowadzić do wysuszenia skóry a sucha skóra to większe prawdopodobieństwo wystąpienia zmarszczek. Oczywiście nie przez jedną noc ale po dłuższym czasie. Ja bym nie ryzykowała nawykowego spania w makijażu. Kolejną smutną konsekwencją tego procederu jest zanieczyszczenie skóry, co może doprowadzić do powstania "brzydali" na twarzy i tu uwaga już po jednorazowym braku demakijażu. Oprócz tego można doprowadzić do reakcji uczuleniowych szczególnie przy skórze alergicznej a jak wiedzą osoby z cerą wrażliwą wyleczyć takie niespodzianki nie jest wcale łatwo. Także dziewczyny lepiej poświęcić kilak minut na demakijaż niż leczyć cerę kilka cz kilkanaście dni.   

  Obecnie do demakijażu  używam Płynu micelarnego 3 w 1 Garnier oraz  Dwufazowego płynu do demakijażu oczu Nivea. 



Zacznę od Płynu micelarnego Garnier. 







  Producent obiecuje, że produkt ma unikalną formułę dzięki której nie musimy pocierać skóry. Wystarczy płyn nałożyć wacikiem. Usuwa makijaż, oczyszcza,koi.

Opakowanie i pojemność: 
Butelka wykonana z twardego plastiku, poręczna z zamknięciem na klik.
Butla 400 ml spora jak na płyn micelarny. Według producenta wystarcza na 200 zastosowań natomiast ja oczywiście nie liczę moich użyć ale chyba liczba dwustu zastosowań nie dotyczy mnie.

Konsystencja i zapach: 
Przezroczysty i płynny jak woda. Co do braku zapachu się nie zgodzę. Gdy zaczęłam go używać to dosłownie po chwili od jego nałożenia czułam zapach na skórze i to niebyt atrakcyjny dla mnie.

Działanie: 
Przyznaję zmywa makijaż ale nie sam w sobie bez pocierania skóry wacikiem. Muszę się trochę napracować zanim na wacikach już nie będzie podkładu. Jeśli chodzi o makijaż oczu to jako,że  nie używam wodoodpornych maskar sądziłam, że da radę- niestety nie dał. Co do kojenia nie wiem nie mam wrażliwej cery. 

   Nie uważam by ten płyn był dla mnie jakimś wyróżniającym się, jest jaki jest. Zużyje do końca natomiast nie wrócę do niego.

Cena: ok 18zł/400ml 


  Jako, że poprzednik nie dawał rady z demakijażem oczu zostałam zmuszona do kupna płynu dwufazowego... padło na Nivea. 



Producent zapewnia...




Opakowanie i pojemność:
Plastikowa butelka o pojemności 125 ml. Zamknięcie na klik, które osobiście lubię zaraz po pompeczkach:). Najmniej lubię zwykłe zakrętki.

Konsystencja i zapach: 
Jak to bywa w płynach dwufazowych składa się z dwóch warstw. Jedna niemal przeźroczysta płynna druga o zabarwieniu niebieskim oleista. Zapach kosmetyczny. 

Działanie: 
Z makijażem oczu niewodoodpornym radzi sobie,szczególnie gdy na chwilkę na powiekach zostawię nasączone nim waciki. Nie wymaga mocnego tarcia. W przypadku płynów dwufazowych zostaje tłusta warstwę natomiast ja i tak myję później twarz także jest mi to obojętne.

Płyn u mnie się sprawdził.

Cena: ok13 zł/125ml

Miłej niedzieli. 
Emm

piątek, 19 września 2014

Essence Lipliner Konturówka do ust. 

Dziś przychodzę z szybką recenzją konturówki z Essence. Jakiś czas temu zauważyłam, że w mojej kosmetyczce w ogóle nie królują konturówki, już  chyba czas się zaopatrzyć. Przy okazji zakupów skusiłam się na konturówkę Essence nr 07. Kupiłam ją ponieważ miała bardzo zbliżony kolor do jednej z moich szminek Wibo, a ponieważ kosztowała zaledwie kilka złotych to postanowiłam się na nią skusić.








Konsystencja i aplikacja:

Konsystencja kredki jest miękka kremowa dzięki czemu delikatnie i gładko sunie po ustach. Nie ma mowy o uczuciu kłucia czy skrobania po skórze tą kredką. Spokojnie można nią wyrysować kontur ust i również pokryć nią całe usta choć może przy tym nieco wysuszać. Najlepiej gdy usta są wypeelingowane i nawilżone. Ja natomiast najczęściej używam jej jako konturówki. 

Trwałość: 

Z tym niestety gorzej. U mnie utrzymuję się może małe 3 godziny i przy założeniu, że nie jem, nie piję i nie całuję:P No co tutaj kryć powalająca nie jest ale za tą cenę...

Plusikiem jest fakt iż spokojnie można ją naostrzyć i nie pęka przy tym. 

Dostępne jest 9 kolorów, być może to nie jest wielki wybór ale można coś dla siebie dobrać. 

To moja pierwsza konturówka i z pewnością nie ostatnia choć na Essence już się nie skuszę. 
Cena: ok 6zł 

Jaką konturówkę polecasz? Zachęcam Cię do napisania komentarza. 



Miłego weekendu. 

Emm 

wtorek, 16 września 2014

Miyo puder transparentny.




Właśnie doznałam szoku bo oto moje kochane dziecko skasowało mi całego posta w wersji roboczej. Przypadkowo oczywiście bo to jeszcze jest całkiem mały dzieciaczek. Dzieliło mnie od wstawienia go na bloga może 5 zdań. Teraz wkurzona zaczynam drugie podejście do pisania. Nie znoszę gdy nagle coś mi się kasuje na amen, muszę zaczynać od nowa pracę a miał być już relax. I szlag trafia moje opanowanie i harmonię. No cóż 10 głębokich oddechów i do pisania...

Jako, że jestem posiadaczką skóry mieszanej już dawno zauważyłam konieczność używania pudru. Zakochana byłam bardzo długo i niezmiernie w pudrach kompaktowych ze względu na piękne opakowania często lusterka w środku. Długo nie wiedziałam o pudrach pyłkowych, natomiast gdy już wieści o tym do mnie dotarły musiałam spróbować. Zaczęłam od pudru Essence All about matt, który to okazał się rozczarowaniem ze względu na  bielenie  musiałam często przyglądać się w lustrze czy nie wyglądam jak trup i nadawanie skórze  płaskiego matu. Choć miał swoje małe zalety dałam mu bilet w jedną stronę. Kolejnym pudrem był już Miyo. 
 


Opakowanie: 
Plastikowe z zakręcanym wieczkiem co jest dla mnie minusem, wolę zatrzaski są wygodniejsze. Słoiczek wykonany jest z przeźroczystego plastiku dzięki temu widać gdy puder się kończy. W środku jest sitko pozwalające nabrać na pędzel optymalną ilość pyłku. 


Kolor i konsystencja: 
Kolor jest beżowy nie widać go absolutnie na skórze, jest transparentny stapia się z każdym kolorem skóry czy podkładu i nie zmienia jego koloru.
Konsystencja jest dla mnie rewelacyjna lekko wilgotna, kremowa, nie zupełnie sucha i sypka jak piasek na plaży. Nie ma żadnego problemu z jego aplikacją.





Efekt jaki daje: 
Na pewno nie daje płaskiego matu, jeśli nałożony jest w normalnych ilościach daje efekt naturalny. U mnie utrzymuje się spokojnie 6 godzin bez poprawek. Dobrze utrwala podkład.





Zapach: 
Zapach jest delikatny kosmetyczny nie jak w przypadku bronzera Miyo
męskich perfum.

Dużym minusem jest dostępność, do Natury ciągle jest mi nie po drodze zostaje tylko net.

Cena: ok 11 zł/ 12 g



Potwierdza się moje zdanie, że pisanie bloga mnie odpręża. Kończę tego posta z uśmiechem na twarzy uspokojona i zadowolona z zieloną herbatą w ręku :D


Miłego wieczoru.
Emm